You are currently viewing Moja  Ekstremalna Droga Krzyżowa

Moja Ekstremalna Droga Krzyżowa

O Ekstremalnej Drodze Krzyżowej wiedziałam, przeważnie z internetu, już od kilku lat. Dojrzewałam jak owoc do decyzji, by wziąć w niej udział. Z internetu dowiedziałam  się, że nasza koszalińsko-kołobrzeska diecezja organizuje EDK w różnych miastach, w tym w Koszalinie i Białogardzie. Zdecydowałam się na udział w grupie białogardzkiej. Zarejestrowałam się, i czekałam na dzień 8 marca b. roku, na początek mojej Ekstremalnej Drogi Krzyżowej. Pomimo obaw, czy podołam, byłam pełna radości z podjętej decyzji, i wiary w swoje siły i swój stan zdrowotny.
W Białogardzie, w kościele mariackim, w parafii pw. Narodzenia Najświętszej Marii Panny, w Dzień Kobiet o godz. 18.00 odbyła się uroczysta Eucharystia, po niej błogosławieństwo z pokropieniem uczestników Białogardzkiej EDK. Po nabożeństwie o godz. 19.00, w małych grupach, ruszyliśmy na trasę o długości 42, 64 km, przez Redlino, Karlino, Garnki, Zwartowo, Domacyno, Karlino, Zagórze, Nasutowo, Komasowo do Wzgórza Jana Pawła II w Białogardzie. Na kolejnych stacjach podawana była liczba przebytych kilometrów. Każdy uczestnik miał w telefonie aplikację z podaną trasą, z rozważaniami Drogi Krzyżowej ze św. Janem Pawłem II , a także wydrukowane mapy i rozważania w wersji papierowej. Oprócz wygodnych butów każdy uczestnik miał na wyposażeniu kamizelki i elementy odblaskowe, latarki, napoje i coś do jedzenia. Po drogach publicznych poruszaliśmy się zgodnie z przepisami, na duktach leśnych i polnych drogach było nieco luźniej. W czasie EDK obowiązuje Reguła Milczenia, z wyjątkiem sytuacji, gdy jest potrzeba udzielenia pomocy bliźniemu. Początkowo szliśmy szybko, z czasem nasze tempo marszu osłabło. Pod gwiaździstym niebem miałam wrażenie, że nad nami czuwają Anioły, a może i sam Pan Bóg. To był czas moich przemyśleń o istocie Drogi Krzyżowej Pana Jezusa, czas kontemplacji i oddania się woli Bożej. Odczuwałam moje wyjście ze strefy komfortu, by odczuć co znaczy trud i poświęcenie. Po pewnym czasie zaczęły mi doskwierać bóle nóg, pojawiły się pęcherze na stopach, zaczął mnie boleć kark i plecy od noszonego plecaka, w którym był też zrobiony przeze mnie krzyż z drewna. Pomimo tego czułam powiew Ducha świętego, dany mi czas łaski i obecność Boga w moim sercu. Nie da się opisać tych uczuć, to trzeba samemu przeżyć! Gdy dochodziliśmy w Domacynie, do figury Matki Bożej Królowej Świata, naszej VII stacji „Pan Jezus upada po raz drugi”, poczułam, że opadam z sił. Wtedy poprosiłam Matkę Bożą, aby się mną zaopiekowała. Nie miałam już sił iść dalej.
I wtedy pomoc  okazało mi małżeństwo z Białogardu, zabierając mnie do swojego domu. Ale mój drewniany krzyż został na EXD i dotarł na wzgórze św. Jana Pawła II w Białogardzie.
Uważam, że każdy człowiek, który podejmuje trud uczestnictwa w Ekstremalnej Drodze Krzyżowej,  zmienia siebie, i zmienia świat. To daje prawdziwie dobre owoce. Wierzę, że zmiana świata na lepsze może dokonać się jedynie przez zmianę ludzi na lepszych. Ja na sobie to doświadczam. W ten sposób pomagam sobie, bo stawiam sobie wysokie wymagania. W EDK  wszystko jest ekstremalne – jest czymś z niczego. Ale  to „z niczego” oznacza coś – ideały, które rozsadzają nasze serca, inspirują umysł, prowokują niezwykłe znajomości. Jedna noc może nie wystarczyć, by wszystko zmienić w swoim życiu, ale może być początkiem. Udział w EDK to narodziny życia duchowego w duszy każdego uczestnika, także i w mojej. Ks. Jacek napisał mi w liście, że to życie duchowe prowadzimy każdego dnia, i ono będzie we mnie trwało, że to moje wyjście ze strefy komfortu pozwoliło mi przekroczyć siebie. Dało mi siłę, bym przestała pytać Pana Boga, czy będę miała lepiej, bo mogę to sama ze swoim życiem robić.
Bolało mnie ciało, za to dusza przestała boleć- taki jest efekt mojej Ekstremalnej Drogi Krzyżowej.
Nie warto żyć normalnie, warto żyć ekstremalnie!
Zachęcam wszystkich do udziału w Ekstremalnej Drodze Krzyżowej.
Joanna Skibińska